Programistą być, prelegentem być

Programistką być

Chciałam być programistą, odkąd stwierdziłam, że nie będę weterynarzem.
W podstawówce poznałam Logo, w którym pisałam bardzo dużo na kartce. Różne wzory, wypełnianie pól, pętle, warunki. Nie tylko zwykłe rysowanie linii przez żółwia, ale pełne programy.
To nie jest coś co przyszło mi do głowy „Och będzie duża kasa”. Nie. Podobało mi się to, że mogę tworzyć, że mogę zrobić coś zapisując na kartce moje myśli, a potem to uruchomić i będzie działać.
To nie wynikało z żadnego: bo jestem wyjątkowa, bo naprawiałem z tatą samochody a nie bawiłam się lalkami. Nie, podobało mi się samo programowanie, podobała mi się koncepcja materializacja myśli, tworzenia czegoś z niczego.
To tak jak być pisarzem, to tak jakby dziennikarzem. Wszyscy mamy jakieś koncepcję pod spodem, dlaczego robimy to, co robimy. Z założenia jestem twórcą oprogramowania.

Marzenie

Gdy już zostałam programistą, gdy trafiłam do tego świata, trafiłam też do świata community, do świata dzielenia się wiedzą. I bardzo chciałam w nim uczestniczyć. Tyle wspaniałości, tyle wiedzy, tyle dobroci ludzi. Zawsze wierzyłam w to, że ludzie są dobrzy.
Gdy odbiłam się troszkę od juniorstwa i ustatkowałam w fajnej firmie, zaczęłam pisać bloga i zaczęłam myśleć o tym, że chciałabym występować na scenie. Chciałabym być prelegentem.
Jak spojrzycie na pierwsze wpisy to jest tam MVC, teraz jest to coś przestarzałego, wtedy była to koncepcja po prostu wspaniałego nowego świata. Jak każda nowa w IT.
Siedziałam we wszystkich blogach i pismach jakie można było znaleźć na temat MVC. Przygotowałam z tego tematu prezentację wewnętrzną w firmie. Wygłosiłam tą prezentację w firmie. Bardzo, bardzo się stresowałam. Technologia była za nowa do użycia w kolejnym projekcie.
Moja prezentacja nigdy nie wyszła poza pokój konferencyjny w tej firmie.
Chociaż chciałam, chociaż regularnie chodziłam wtedy na spotkania Śląskiej Regionalnej Grupy Microsoft. Znałam wielu ludzi na grupie, nie czułam się tam na tyle bezpiecznie, nie czułam się na tyle dobra, aby powiedzieć moją prezentację.

Było to 10 lat temu.

Od tego czasu dużo się pozmieniało. Zmieniła się moja wiedza, zmieniały się projekty w jakich pracowałam, zmieniały się technologie, jedne umierały, drugie powstawały. Ostatecznie teraz wylądowałam w aplikacjach mobilnych, to też historia, którą już opowiadałam, a jeśli nie to na inny czas.

Chciałam tak dawno temu zostać prelegentem. Chciałam dzielić się swoją wiedzą, tylko zawsze uważałam, że moja wiedza jest za mała i nie ma się czym dzielić. No i stres w przekazywaniu też mnie zatrzymywał.
Gdzieś daleko w mojej głowie było marzenie bycia MVP. Marzenie, ponieważ to coś, co nie zależy ode mnie. MVP jest wyrazem uznania za to co robi się dla społeczności. A przynajmniej kiedyś był.
Przez długi czas traktowałam bycie prelegentem też jako marzenie. Jak coś, co nie zależy ode mnie. Taka ofiara losu – bo się stresuję, bo nie mam wsparcia, bo nie mam o czym mówić.
Bycie prelegentem to ciężka praca nad sobą.
Niestety ciężka praca nad sobą to w moim wypadku warunek niewystarczający. Potrzebowałam pomocy z zewnątrz, żeby w ogóle zacząć.

Prawdziwe początki publicznego prezentowania

Marcin Szeliga
Marcin Szeliga
Zaczęło się od tego, że Marcin Szeliga polecił mnie jako osobę, która mogłaby przeprowadzić
szkolenie wewnętrzne w firmie, z którą współpracował. Ogromne wyzwanie. Teoretycznie rzecz, którą potrafię. Testy jednostkowe, SOLID, pisanie fajnego kodu. Z drugiej strony wyzwanie uczenia kogoś, zrobienia prezentacji, przekazania wiedzy.
Bez Marcina polecenia nie byłoby w ogóle myśli, że mogę coś takiego zrobić.
Dominik Przywara
Dominik Przywara

Ale to bez Dominika nie byłoby efektów.
To Dominik popchnął mnie do działania. Na zasadzie „No jak to chcesz odpuścić, przecież dasz radę”. Dodatkowo zgodził się poprowadzić to szkolenie razem ze mną. Wsparcie i pycha młodego, butnego programisty były tym czego mnie brakowało
przez te wszystkie lata. Wsparcie było zapalnikiem do powiedzenia czegokolwiek publicznie.
Od tamtego wystąpienia w firmie minęło prawie 10 lat a ja jeszcze bardziej byłam przekonana, że się nie nadaję, jeszcze bardziej nie wierzyłam w siebie, jeszcze mocniej uważałam, że moja wiedza jest niepotwierdzona i zbędna. I jeszcze bardziej się stresowałam.


Tutaj jednak przyszło przygotowanie. Włożyłam przeszło miesiąc w przygotowanie dwóch prelekcji i przykładów, ćwiczenie ich po dziesiątki razy i zmienianie co wieczór.
Na początku było dla mnie trudne nawet słyszenie własnego głosu. Nie, nie tego nagranego, nie chodzi o strach przed inną interpretacją głosu - wszyscy to mają Why you don’t like the sound of your own voice | Rébecca Kleinberger. Ja miałam problem ze suszeniem własnego głosu wypowiadanego w powietrze.
Spędziłam około 5 dni nad brzegiem morza, mówiąc i mówiąc i mówiąc i nagrywając się.
Może to jest śmieszne, ale ja stresowałam się mówić do siebie, stresowałam się być usłyszaną. Powoli zaczęłam się odsłuchiwać. Jak zaczęłam odsłuchiwać swoje nagrania, zaczęłam zmienić prezentację i robić ją jeszcze lepszą, jeszcze lepszą według mnie.
To szkolenie poszło naprawdę bardzo dobrze. Ja miałam swoją część, Dominik miał swoją część. Chłopaki z którymi żeśmy pracowali w większości byli zadowoleni, choć brakowało im żywych przykładów.
Zadowolenie a nawet euforia jaką czułam po zakończeniu tego projektu, który dla mnie trwał przeszło 2 miesiące była niesamowita.
Chciałam wykorzystać tą wiedzę i wykorzystać ją dalej. Nie wyszło.
Chciałam to samo szkolenie zrobić w firmie, w której pracowałam, ale szkolenie wewnętrzne chyba nie działają. Natomiast zrobić z tego szkolenie zewnętrzne, publiczne, to nadal dla mnie było nie do przeskoczenia w głowie. Tym razem nikt nie popchnął mnie i nie powiedział, że potrafię.

Pierwsza prelekcja na ŚGMS. DevOps

Ale pojawiła się myśl, że mogę zrobić prezentację, że jest rzecz, którą kocham tak bardzo, że jak będę o niej opowiadać, że jak zrobię przykład żywy i działający, jak powiem, jak korzystać z tej technologii - to wszyscy będą zadowoleni. Tym razem poświęciłam 3 miesiące na przygotowanie tematu DevOps. Temat ten to mój konik, coś co uwielbiam robić i pokazywać innym. Automatyzacja, ułatwianie życia programisty, optymalizacja procesów. Oj znowu się rozgadam.
Ważne było to, że zrobiłam dokładnie taką prezentację jaką chciałam. Pokazałam wszystko co chciałam, żywy przykład z live coding a raczej tworzeniem procesu na żywo. Wszystko co chciałam, wszystko działało. Tutaj jest nawet nagranie.
Jedyne co pamiętam to, że podobała się animacja w mojej prezentacji i to, że nikt nie dał mi feedbacku poza jedną duszą, Bartkiem który powiedział, że troszkę się zacinam i tam gdzie mówię eee powinnam nabierać powietrza. Jemu się podobało, bo to temat jemu bliski.
Szczerze powiedziawszy ja byłam przeszczęśliwa udało mi się zrobić pierwszą prelekcję. Miałam materiał, który uwielbiałam i mogłam się nim dzielić dalej. I jednej osoby się podobało!
Żałowałam, że nie było wtedy Dominika na widowni, w końcu dzięki niemu złamałam się i zaczęłam coś robić w zakresie bycia prelegentem. Jednak ta prelekcja miała miejsce tylko dlatego, że Dominik się rozchorował i ktoś musiał go zastąpić.


Potem było tylko gorzej. Wyszło tutaj bardzo dużo problemów, o których możecie poczytać w innych postach. Wszystko się zatrzymało.

Photo by Josh Calabrese on Unsplash
Photo by Josh Calabrese on Unsplash

Planowanie

W ramach leczenia zaczęłam robić plany. Zaczęłam stawiać sobie cele długoterminowe, jednym z moich celów długoterminowych było zostanie prelegentem. Jednym z moich celów bardzo długoterminowych było zostanie prelegentem klasy europejskiej i latanie po Europie, zwiedzanie przy okazji uczestnictwa we wszystkich konferencjach, o których teraz tylko marzę, bo nie stać mnie na bilety.
W depresji planuję się jeden dzień. Ja planowałam dłużej, ja planowałam, iż za 5 lat uda mi się powiedzieć coś poza Polską.

Na chwilę obecną zrezygnowałam już z tego planu. Jestem za słabym prelegentem. Mam za mało energii scenicznej i zajebistości scenicznej, aby opowiadać o czymś z taką pasją by ludzie chcieli słuchać mnie nie ważne o czym będę mówić. Brakuje mi też przykładów, na których ludzie chcieliby się uczyć. Nie pracuję w korporacji takiej jak Microsoft lub podobnej, gdzie nowe technologie są wytwarzane, tak aby opowiadać o nich jako nowościach. Nie mam też opowieści z pola boju, bo pracę raczej mam spokojną. Nie mam nic co bym mogła opowiadać na europejskich scenach.

Ale chcę być prelegentem, chcę opowiadać o tym co mnie interesuje. To, ile się nauczyłam tworząc moją obecną prezentację, to jak dużo rzeczy poznałam od podszewki, czyli dokładnie tak jak lubię, to jest po prostu niesamowita ilość radości z przygotowywania tematu. Tego nic nie zastąpi. Pewnie nie znajdę drugiego tak fajnego tematu jak WebAssembly. Ale chciałabym być prelegentem, chciałabym przez to podróżować po Polsce. Ale przede wszystkim chciałbym przez to poznawać ludzi. Poznaję dużo ludzi poprzez organizację spotkań, ale mam wrażenie, że to jest jeszcze niedosyt.
Mam wrażenie, że moje zapotrzebowanie na nowych ludzi może zaspokoić tylko wszystko na raz. Bycie prelegentem, bycie organizatorem i udzielanie się w różnych społecznościach.

Najbardziej zadziwiające i satysfakcjonujące w byciu prelegentem jest to, że mogę poznać na przykład Maćka Aniserowicza albo Nele Brzozowską, że mogę porozmawiać i przywitać się z Konradem Kokosą i że gdziekolwiek się pojawię znajdą się tam też moi znajomi i czuję się na miejscu na swoim miejscu.

4Developers 2019


Uważam, że jestem bardzo słabym prezenterem. Obecnie jeżdżę z prelekcję o WebAssembly.
Mój ostatni występ na 4 Developers w Warszawie otwierał ścieżkę .NET. Tak na śniadanie. Na pewno wielu ludzi było jeszcze nie obudzonych, wiem, że wielu jeszcze nie dotarło na konferencję. Tym lepiej, bo nie zmarnowało czasu 😉. Ja jestem bardzo zadowolona z tej prelekcji. Zamieściłam się w czasie. Powiedziałam co chciałam powiedzieć. Nie stresowałam się dzięki Neli. Nie zacinałam się. Pamiętałam o oddychaniu i piciu wody. Banalne prawda 😊 A jednak to były moje największe sukcesy, moje największe sukcesy osobiste odnośnie tej prelekcji.
Największym sukcesem, największym zadowoleniem, jakie miałam z tej prelekcji to słowa mojej bardzo dobrej koleżanki z pracy, w której wygłaszałam tą pierwszą prelekcję wewnętrzną.
Ola podeszła do mnie po prelekcji i z uśmiechem powiedziała „Asiu, Ty w końcu robisz to co chciałaś”

Tak w końcu robię to co chciałam. Nie jestem w tym najlepsza. Nigdy nie zadowolę wszystkich na Sali. Cześć ludzi się bardzo nudziła, część się pogubiła w moim toku myślenia. Pewnie wiele mogłabym poprawić. Ocena też nie była najlepsza. Dużo dwójek, dużo piątek od znajomych 😉

Prelegentem być

Pewnie wiele poprawię i nadal nic to nie da.
Pewnie nigdy nie będę dobrym prelegentem.
Ale jestem prelegentem i bardzo się z tego cieszę nawet jeśli to będzie jedyna prelekcja która będę mogła mówić.

Jeśli kiedyś mnie widzieliście i macie jakieś uwagi piszcie śmiało chętnie po prawie co będę w stanie, bo chcę być lepszym prelegentem, bo chcę być prelegentem dłużej.




Komentarze

Popularne posty